
"35 krów i kałasznikow" - film kojarzący mi się sposobem narracji i tematyką z bardzo ciekawym spektaklem "Afryka" (Teatru Polskiego w Bydgoszczy).
"Nie ma jednej Afryki, nigdy nie można mówić o całej Afryce i naraz o Afryce".
Ten tekst, otwierający spektakl, doskonale oddaje ducha
"35 krów..." 3 kraje, 3 zupełnie różne tematy, 3 sposoby widzenia świata - a wszystko w "jednej"Afryce

Bo tylko dandysi z Kongo wiedzą jak dobrać zupełnie odlotowe kolory i wzory... i uczynili z tego sposób na życie... na godne, kolorowe...
...choć wokół bieda, syf i "burza huczy"...

Etiopia i plemię Surma - niby odcięte od "cywilizacji", która drobnymi kroczkami wkrada się do ich wiosek (tu gacie, tam kałasz...) i nieuchronnie sprowadzi zniszczenie efemerycznych dzieł "nacielnej" sztuki, zasad, wspólnoty - bo taka ona jest ta "cywilizacja"...
Na razie jeszcze Surmijczycy mogą się cieszyć tradycyjnym błotnymi malunkami na ciele, walką na kije, wspólnymi pieśniami tańcami..

Na razie....
Kinszasa - afrykańskie zapasy... gdzie sojusznikami w walce są węże, magia
ogromne samozaparcie i determinacja. Brutalność walki miesza się z ekscentrycznością strojów i kolorytem skóry (dość sędziwy jak na taką "zabawę" Murzyn - albinos o imieniu Muimba a ksywie Texas jest aktualnym mistrzem).Kobiety są tu równorzędnymi przeciwniczkami. A wszystko po to żeby choć przez chwilę być kimś, wyrwać się z dna denn...
A wszystko to oczami, nieżyjącego już, niemieckiego reżysera Oswalda von Richthofen...
"Nie ma jednej Afryki, nigdy nie można mówić o całej Afryce i naraz o Afryce".
Margita
źródełka:
www.nowehoryzonty.pl
http://podroze.onet.pl/ciekawe/sape-ekscentryczni-eleganci-z-demokratycznej-republiki-konga/cfdts