Temat kibli, którego dotknęłam w spocie http://wyjace50.blogspot.com/2014/02/podroze-z-ogrodem-w-tle-to-co.html okazał się być interesujący gdyż dotyczy żywotnych interesów wszystkich internautów i nie tylko. Istnieje nawet "Zestawienie kibli świata" - szalenie zabawne. Pokolenie 50+ miało przegląd niezły i do tych czasów chcę wrócić aby te ekstremalne przeżycia in "+" i in" -"nie zginęły w pomroce dziejów...
1. Jakiś czas temu (a był to rok 1981) poznaliśmy w Tbilisi przemiłego Gruzina, który postanowił oprowadzić nas po ciekawych i niekoniecznie uczęszczanych przez turystów miejscach.
Pod koniec meczącego dnia zabrał nas do ekskluzywnej restauracji pod
"statują" Matki Gruzji. Jemy, pijemy więc uboczne efekty fizjologiczne
nie dają na siebie czekać. Pytamy Gruzina gdzie tu toaleta? Ten na to -
niestety tu toalety niet! - ???? No ale jak to? Musi być! Ów zaprzecza w
zaparte. W końcu pękł. Toaleta w budyneczku na zewnątrz. Idziemy z
koleżanką (baby zawsze parami ;-) i wchodzimy do czegoś w rodzaju
średniej stodoły: ściany z desek ze stosownymi szparami itd. Obiekt
podzielony jest na 2 części w pierwszej nazwijmy ją "hol"(wielkość
połowa powierzchni) stoi stół... i tyle. Za przepierzeniem z desek j.w. dwa "oczka" (każde powierzchni ok 2x3m) z turecką kucanką na samym końcu oczka. Do drzwi z desek
(które cały czas otwierały się samorzutnie z malowniczym skrzypieniem)
przymocowany sznurek długości jakichś 20cm służący do domykania drzwi?
trzymania równowagi? Problem w tym, ze jak kucasz nad dziurą to nie
dosięgniesz sznurka i drzwi, ze skrzypem, otwierają się na oścież.
Jeżeli przymykasz drzwi trzymając za sznurek to zadkiem, nawet Harry
Potter nie dosięgnie do dziury. Dostałyśmy takiego ataku śmiechy, ze
mało nie posikałyśmy się po nogach i ani sznurek ani dziura nie były by
już potrzebne. Dobrze, ze poszłyśmy w parze (jedna sikała, druga
przytrzymywała drzwi). Stało się dla nas jasne dlaczego przemiły Gruzin
nie chciał odkryć przed nami istnienia tego przybytku. Do dziś, opowieść
ta bawi kolejne pokolenia moich znajomych, z tym ze młodzież nie bardzo
już w to wierzy :-).

2. Uniwersytet im. Łomonosowa w Moskwie (lata
1970-1990) jak każda uczelnia pełen był studentów radzieckich oraz
inostranców np. podciągających się z języka rosyjskiego. Studenci, jak
to studenci - knują... A gdzie knuć najlepiej bo się jest na
osobności??? No w kiblu! Władza radziecka poradziła sobie z problemem z
właściwą sobie prostotą. Rząd muszli oddzielono od siebie niskimi
przepierzeniami, a od frontu zastosowano drzwi jak w saloonie. Gdy
delikwent siedział na sedesie zasłonięte były tyko części
najwstydliwsze. Głowa oraz stopy były widoczne dla wszystkich. Nie tylko
ograniczało to możliwość konspiracji ale przyczyniało się wręcz do
rozwoju intelektualnego - ileż ciekawych dyskusji można było
przeprowadzić z sąsiadami odczytując prawidłowo mowę ciała...
3. Pociąg na trasie Kijów Tbilisi (rok 1981) - toaleta w tym pociągu była tak nieprawdopodobna, że każdy pomysł, skorzystania z niej (a trasa długa) wywoływał salwy śmiechu. Do normalnej muszli dobudowane były po obu stronach kolumienki na stopy, których wysokość była równa wysokości sedesu. Wspięcie się na tą konstrukcję, utrzymanie równowagi i wcelowanie do dziury podczas jazdy pociągu (na stacjach toalety zamykano i wieszano napis "kurort tualet zakryt") wymagało umiejętności równych olimpijskim gimnastyczkom akrobatycznym - oczywiście radzieckim...
4. Międzynarodowy Port Lotniczy Okęcie w Warszawie (lata 1989-1992).
Leciałam do Amsterdamu. Czasy były takie, że mając wykupiony bilet na lot międzynarodowy, dolot z lotniska lokalnego do Warszawy był gratis.
Poleciałam więc z Wrocka na lotnisko krajowe w Warszawie a następnie, przecinając pieszkom wraz z grupą innych pasażerów drogę szybkiego ruchu (do dziś nie wiem jaka była prawidłowa droga przejścia), dotarłam na lotnisko międzynarodowe. Ponieważ do mojego lotu czasu było jeszcze dużo zasiadłam w,naprawdę obskurnej, kawiarni lotniskowej i zamówiłam coś w rodzaju śniadania. Ale ja tu nie o jedzeniu. Efektem ubocznym wypicia kawy było poszukiwanie toalety. Znalazłam! Wchodzę... Toaleta składa się z dwóch części pomalowanych na olejno na standardowy kolor tamtych czasów "jasny orzech" (naprawdę nie było tam kafelków!). Część pierwsza - przedsionek. Stało w nim ocynkowane wiadro z przewieszoną malowniczo burą szmatą do podłogi. Część druga - właściwe oczko (pomiędzy drzwi nie było, tylko futryna ) z muszlą, stojąca w kącie szczotką (na którą nakładało się rzeczoną szmatę - taki pierwowzór mopa) natomiast bez papieru toaletowego. To, ze rzecz dzieje się na międzynarodowym lotnisku nie zdziwiło mnie to nic a nic bo to był w tych czasach standard - Pcim czy stolyca.
A. Szwajcaria - autostrada (rok 1977) - stajemy w przydrożnej toalecie, czyściutko, pachnąco, brak babci klozetowej?!?!? Nikt nie pilnuje!?!? W oczkach stoją piramidki papieru toaletowego, którego nikt nie kradnie?!?!?! Na umywalkach pojemniki z mydłem a na półeczce stosik ręczników jednorazowych, leży bezpieczny, bez łańcuchów i kłódek - tak po prostu - wtedy po raz pierwszy poczułam różnice pomiędzy wschodem a zachodem...
B. Międzynarodowe lotnisko Schiphol w Amsterdamie (lata j.w.) - po 1,5 godzinie lotu dotarłam do Holandii. Na lotnisku również skorzystałam z toalety. Tu mnie zazdrość okrutna wzięła - kafelki, duperelki, kraniki, dywaniki, papier, pachnidełka... Europa
Pozdrawiam i życzę wesołych i funkcjonalnych kibli
na Waszych szlakach.
Margita
A może coś wrzucicie tego "ogródka"?
źródełka:
http://www.loswiaheros.pl/prywatnie-o/68-wokol-nas/719-kible-swiata-zestawienie
http://pl.wikipedia.org/wiki/Uniwersytet_Moskiewski
www.tvn24.pl
http://www.bbc.co.uk/news/world-europe-25830617
http://pl.point.fm/po-godzinach/wakacje/kolej-transsyberyjska.html
Wielce ciekawe opowieści. Redakcja "Kibli Świata" również pasjonuje się badaniami etnograficznymi w obszarze kibli, toalet i wychodków, pozwolimy więc sobie na małą reklamę i zaprosimy szanownych czytelników na https://www.facebook.com/KibleSwiata
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję :-)
UsuńQiblofani wszystkich krajów łączcie się ;-)