poniedziałek, 11 stycznia 2016

Czechy w dzień i w nocy... Czeski Sylwester ze striptizem...

Kocham sylwestry w Czechach i już o nich wspominałam  http://wyjace50.blogspot.com/2014/01/uroda-zycia-sylwester-w-czechach.html

W tym roku "balowaliśmy" Na kopečku w miejscowościDobsin-Kamenice w Czeskim Raju.
Jak wiecie, nasz tegoroczny sylwestrowy urlop obfitował w negatywne wydarzenia zdrowotne http://wyjace50.blogspot.com/2016/01/praga-o-600-czechy-w-dzien-i-w.html  więc każdego dnia zastanawialiśmy się - wrócić do domu czy nie? Koniec końców zostaliśmy...
I bardzo dobrze!

W wiosce gdzie mieszkaliśmy (stała liczna mieszkańców 290 sztuk) są 3 knajpy, w tym jedna w naszym penzjonie. Ta miejscówka nie przypadła nam jednak zbytnio do gustu, choćby z racji ceny piwa - wyższej około 30% od 2 pozostałych hostinców i strasznego zimna w knajpie - bo to "mimo sezona" (poza sezonem) i zaczną grzać w Sylwestra jak przyjedzie więcej ludzi (do tej pory byliśmy jedynymi spaczami- ale to inna historia ). 
Pierwsza wdowa z Dusanem - człowiekiem orkiestrą
Druga knajpa w sylwestra miała być zamknięta (rozumiecie - knajpa zamknięta w sylwestra - to możliwe tylko w Czechach!).
Został
Kopeček, w którym byliśmy już wcześniej i miejscowy skład osobowy klientów oraz małżeństwo prowadzące wydało się nam OK. 

Druga wdowa z Dusanem, który dla niej śpiewa
Tak więc przyturlaliśmy się na Kopeček gdzie było już sporo luda
i należało dosiąść się do czyjegoś stolika (wyobrażacie sobie coś takiego w Polsce???). Wybór padł na
2 samotne Czeszki, które natychmiast, gdy okazało się, że jesteśmy z "egzotycznej" Polski podjęły rozmowę o słowie "szukać" używanym bardzo często przez Polaków w Czechach a po czesku znaczącym "pier...lić". Od słowa do słowa przeszliśmy od pułapek słownych (slovních pasti) do wzajemnych informacji. Panie były wdowami z niedalekiej wioski
i przyjaciółkami właścicielki knajpki...osobami kontaktowymi
i sympatycznymi.

Za żivou hudbou (muzykę na żywo) robił Dusan - człowiek orkiestra grający na keyboardzie, śpiewający itd. 
Gdybyście usłyszeli takie kawałki jak Tirilitkum, Maryjanna albo La Bamba:
po czesku to gwarantuję wpadnięcie pod stół ze śmiechu. 
 Szkoda tylko, że nie było naszego ulubionego czeskiego "przeboja", którego grywali na sylwestra w Dolnej Moravie - "Svařené víno červené":



 Tento przebój bardzo by mi przypasił, bo z racji swojego przeziębienia wypić niestety zimnego piwa nie mogłam, o grzane poprosić w Czechach - to lepiej sepuku od razu machnąć, więc trąbiłam grzane wino czyli svařak właśnie.

Z. spokojnie raczył się Svijanami zakąszając czeskimi koreczkami na rohliku... Jakby kto pytał był również salceson ale tym razem nie zamówiliśmy... I nam należy się odmiana ;-).

O 24.00 przywitaliśmy Nowy Rok Bohemian sectem, obcałowując (z mojej strony był to prawdziwy pocałunek Almanzora) wszystkich obecnych i patrząc na ohniostroj - czyli sztuczne ognie. 

Żeby jednak temperatura popółnocna nie spadła,nasz człowiek orkiestra postanowił dać szoł... w iście lokalnym stylu... Niczym rasowy czipendejls rozpoczął proces rozbioru... znaczy rozbierania.
 Że się że śmiechu nie posikałam to cud prawdziwy. Tylko obowiązki fotoreporterskie nie pozwoliły mi oddalić się z miejsca wydarzeń w kierunku toalety.

Fotki tego nie oddadzą - tło muzyczne i "choreografia" nie do podrobienia...
Obok widać mniej więcej fazę środkową striptizu, a co było dalej... Zostawiam to niedomówienie choć materiał zdjęciowy jest, jak najbardziej :-)

Co najlepsze - nikt się nie zgorszył, nikt się nie dziwił, nikt się nie zniesmaczył, wszyscy obśmiali się jak norki - łącznie z "gwiazdą wieczoru", która to gwiazda trzeźwa była na dodatek i wszystko wykonała zgodnie z planem. Zabawa później trwała w najlepsze. 

Cała impreza lekka, łatwa i przyjemna bez zwierania pośladków (nawet przez striptizera ;-)...
Acha - żarcie i picie było na zamówienie - czyli co spożyjesz za to płacisz. Pani właścicielka nie nagabywała, nie obrażała się, że ktoś nie chce kolejnego piwa czy ciepłej wyżerki. Kompletny brak nastawienia się na żniwa finansowe...Bez zupy, drugiego, zimnej płyty, barszczyku, flaczków, ciasta, połówki na łba itd.... brrr....Pełny luz.

A w Nowy Rok wpadliśmy Na Kopeček na obiad a tu sami sylwestrowi znajomi :-). Pogaduchom i śmiechom nie było końca zwłaszcza gdy dołączył Dusan. Pierwsze pytanie - "Jak je vaš spanelsky ptáček?" (gra słów - dosłownie - jak się ma twój zraz zawijany czyli hiszpański ptaszek) wywołało po obu stronach rubaszną wesołość :-). 

Zobaczymy gdzie trafimy w tym roku?
                                                                                                            Margita

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czy Twój komentarz przejdzie przez filtry:
1. Prawdy (czy to co chcesz napisać jest zgodne z prawdą?)
2. Dobra (czy to co chcesz napisać jest dla mnie dobre?)
3. Pożyteczności (czy to co chcesz napisać jest dla mnie pożyteczne?)
Jeżeli tak - pisz :-)